Głębokość brodzenia Tico


  • Admin

    No właśnie.
    Biorąc pod uwagę wrażliwość niektórych egzemplarzy na wilgoć (chodzi mi o kiepskie uszczelnienie elementów układu zapłonowego w niektórych ticach, bo niektórzy wcale nie mają z tym problemu) oraz wielkie kałuże po roztopach... Odpowiedzcie: miał ktoś problem ze zgaśnięciem silnika po wjechaniu w kałużę? A jak wielkie "brody" udało się pokonać?

    Pomyślałem o tym, bo jest u mnie taki odcinek drogi ze sporym zagłębieniem, gdzie zbiera się mnóstwo wody i jest dość głęboko. Ostatnio znowu dwa razy tamtędy przejeżdżałem, bez problemów: jedynka, średnie obroty silnika i do przodu z duszą na ramieniu.
    Ze swej strony przyznaję, że moje autko nigdy nie zgasło. Nawet kiedyś wyciągało poloneza, który "zdechł" po wjeździe w kałużę. Być może ważne jest ukształtowanie głowicy (zagłębień na świece) i odpowiednie rozmieszczenie innych elementów osprzętu. Kilka razy po szybszym wjechaniu w głęboką wodę przez sekundę zapiszczał pasek i zajarzyła się kontrolka ładowania (efekt zalania alternatora), ale po chwilce nie było żadnych objawów.
    A jakie Wy macie spostrzeżenia?



  • A jakie Wy macie
    spostrzeżenia?

    Mam podobne spostrzeżenia. Jednak im starszy mój tikacz, tym bardziej go szanuję I unikam wjeżdżania nawet w kałuże (o ile to możliwe oczywiście). Ostatnio jednak zmuszony byłem przejechać przez spory staw - szybko roztopiony śnieg na mieście, który przekształcił się w jezioro. Myślę, że woda, przez którą zmuszony byłem przejechać miała spokojnie ok 20cm (musiałem jechać po chodniku, żeby nie wjechać w głębsze bajoro).

    Takie wjeżdżanie kończy się w najlepszym wypadku zalaniem progów, wnętrza kabiny, co nie jest zbyt fajne, w przypadku leciwej już blachy. Plus wilgoć wewnątrz samochodu


  • Użytkownik archiwalny

    Ja brodziłem po dolną krawędź przedniego zderzaka.

    Była ulewa, samochody na dosyć głównej drodze (2x2 z pasem zieleni) po prostu zatrzymywały się, bo jechać się nie dało. Ja próbowałem zjechać na przystanek, który był niżej niż droga i było tam całkiem głęboko. U mnie również tylko pasek zapiszczał i nic więcej się nie działo. Jak dojechałem do celu okazało się że tam w ogóle nie padało i auto wyschło mi w słoneczku.

    Byłem wtedy pod Gnieznem i w wyniku tej samej ulewy stało się to:
    http://kontakt24.tvn.pl/temat,nawalnica-...?categoryId=496



  • Ja nie miałem takich przygód i mam nadzieję że nie będę miał. Ale chętnie poczytam co Wy piszecie.



  • Nie teraz, ale podczas ostatniego lata miałem okazje jechać ulicą, która zamieniła się w rzekę po intensywnych opadach deszczu. Ukształtowanie terenu sprawiało, że w jednym miejscu woda sięgała w moim Tico pod progi. Jedynka, stałe obroty i przejechałem bez problemu, gdy inne samochody zatrzymywały się przed jeziorem.

    Tico dało radę bez problemu, jedynie było słychać jak bym siedział na motorówce


  • Użytkownik archiwalny

    Najgorsze w tym wszystkim jest to jak inni jadą i robią fale, wtedy sie może wlać pomimo, ze do progów od tafli wody sporo.

    Ja jeżeli tylko mam możliwość to objrzejdżam wysoka wode.

    A co do wilgoći i kopułki to mam ostatnio takie problemy


  • Użytkownik archiwalny

    W ubiegłym roku przejeżdżałem przez mały stawik na drodze. Woda była tak głęboka, że kończyła się prawie na listwie drzwi. W pierwszą strone zapiszczał pasek, a w drugą postanowiłem się zabawić i przejechałem rozpędzony... nic sie nie stało Tico przeżyło


  • Użytkownik archiwalny

    Ja też w zeszłym roku dość szybko przejechałem przez kałuże sięgającą do progów. Spowolniło mnie tylko i zajarzyła się kontrolka ładowania. Tico przeżyło i ma się dobrze:)


  • Użytkownik archiwalny

    Siemeczka .
    No u mnie było gorzej, końcówka lata, jesień, dokładnie nie pamiętam. Było urwanie chmury, poprostu jedziesz i widzisz przed sobą czerń nad swoim miastem i tak jakby ścianę, to była właśnie ta granica gdzie momentalnie ja przekraczaąc zaczęło lać jak z kranu, główna droga przed miastem była mokra w koleinach woda ale nikt nie spodziewał sie tego co było na początku miasta, wydawało mi sie że to jest tylko mokra nawierzchnia, jechałem chyba 50-60km/h i nagle jakbym wjechał w zbiornik wodny , momentalnie auto zaczeło hamować, zwolniłem ale było troszke za późno, jechałem wolno i tico zaczeło przerywać , schodził z obrotów, zaraz zechałem na pobliski parking, próbowałem go rozkręcić ale nic po chwili zgasł. Zalało mi go, ale niewiem dokładnie co, woda mogła się dostać do gaźnika poprzez filtr i tak chyba było bo po ściągnięciu był troszkę wilgotny, a może i nawet kopułka. Nie miałem kluczy aby sprawdzic świece itp czy nawet kopułkę, troszkę poczekałem , troszkę pokręciłem i jakoś przebierając zapalił i pojechało się dalej.
    Cała przygoda.



  • Ja wpakowałem tico w kałuże prawie do listew ,poszło

    Najważniejsze jechać wolno na wysokich obrotach


  • Admin

    Heh, zastanawiałem się, co może przy takiej jeździe spowodować zgaśnięcie silnika.
    Na pewno przedostanie się wilgoci do elementów układu zapłonowego albo do filtra powietrza. Ciekawe, czy możliwe jest... zablokowanie wodą tłumika?

    "Niezdrowość" takich akcji w postaci wody w progach pomijam oczywiście, od tego motor nie zgaśnie.



  • Matizem popylałem przez zalaną przez ulewę Łódź (kilka lat temu). Przez rozlewisko przejechały dwa samochody - Berlingo i za nim ja. Reszta została na "brzegu". Woda sięgała dobre 10 cm powyżej dolnej krawędzi drzwi, rura wydechowa była pod wodą.

    Najważniejsze jest utrzymanie stałej prędkości, żeby pchać przed sobą falę i nie pozwolić jej wlać się pod maskę + trzymanie stosunkowo wysokich obrotów, żeby woda nie zalała wydechu. Poza tym trochę popiszczał pasek klinowy alternatora i to wszystko
    Lato było, więc auto szybko wyschło. Oczywiście nie gasiłem go po przejechaniu rozlewiska, tylko pojechałem dalej.



  • na kaliskim ?



  • na kaliskim ?

    Jeżeli jest to nazwa jakiegoś miejsca, to nie wiem Pojęcia bladego nie mam - jechałem według nawi i oznakowania Kazało jechać przez jezioro, to pojechałem



  • Ja nawet nie brodziłem, a problem z tym związany mam Po dzisiejszej jeździe przy dużej ilości roztopionego śniegu przygasają światła i świrują kierunkowskazy (migają w kabinie kontrolki kierunków), co ciekawe - tylko podczas jazdy na wprost, podczas cofania nie... Podejrzewam, że woda podeszła do naprawionego kiedyś przeze mnie kabla od LPG (kiedyś uszkodziłem go przejeżdżając policjanta), skutkiem czego był całkowity brak zasilania przełącznika LPG i elektrozaworów = utrata możliwości jazdy na benzynie i LPG Mam problem, bo jutro czeka mnie długa trasa


  • Admin

    To dziwne... Może gdy spód podeschnie, samo się naprawi?
    Ale to marna pociecha, bo raczej na krótko...
    Szczerze pisząc, to nie bardzo widzę związek między naprawą kabla od instalki a wariowaniem kierunkowskazów czy świateł. Bardziej stawiałbym na to, że gdzieś się śniegu napchało i delikatnie zwiera. A ten wsteczny to może siakaś zmyłka?



  • To dziwne... Może
    gdy spód podeschnie, samo się naprawi?
    Ale to marna
    pociecha, bo raczej na krótko...
    Szczerze pisząc, to
    nie bardzo widzę związek między naprawą kabla od instalki a wariowaniem
    kierunkowskazów czy świateł. Bardziej stawiałbym na to, że gdzieś się
    śniegu napchało i delikatnie zwiera. A ten wsteczny to może siakaś zmyłka?

    Wszystko nie tak Dziś z pomocą Slavo88 ustaliliśmy, że winna jest jedna z kostek w okolicy skrzynki bezpieczników - poruszana powoduje ww. efekty. Muszę w wolnym czasie do niej zajrzeć i zakonserwować styki.



  • no to faktycznie nie pospolita usterka,doszliście może jaka była przyczyna że akurat ta kostka odmówiła posłuszeństwa.
    Sam coraz częściej napotykam się na taki deseń usterek.Ostatnio urwałem dwie śruby od alternatora i przy wypinaniu kostki z niego choć złapałem za kostkę to i tak w rękach została mi wspomniana kostka i osobno dwa kable które odpadły przy łączeniu z sówką a co najgorsze drugi koniec dwóch kabelków też został osobno w rękach i to na odcinkach po 10cm ehh.
    Jeszcze teraz jak jest tak zimno aku już kończy swój długi żywot bo gdy postoi na mrozie z dwa dni nie ruszany to nawet nie ma wigoru wydusić z pompy odpowiedniego ciśnienia do zassania i czasem na dzień dobry strzelam sobie z pięćdziesiątki bezołowiowej.
    Nie wiem jak wam ale moje tico zawsze ciężko znosiło srogą zimę.

    Miecho pamiętam że przeprowadzałeś renowacje auta,nie diagnozowałeś wiązki przewodów?
    Bo z tego co widzę u siebie niektóre kable które są po zewnętrznych stronach w wiązce pod maską z biegiem czasu tracą swoje parametry.



  • Miecho pamiętam że
    przeprowadzałeś renowacje auta,nie diagnozowałeś wiązki przewodów?
    Bo z tego co widzę
    u siebie niektóre kable które są po zewnętrznych stronach w wiązce pod maską z
    biegiem czasu tracą swoje parametry.

    Nie zaglądałem do wiązek, pomimo, że robiłem porządek z przewodami oraz montowałem wiązkę klimatyzacji. Nie mam na razie weny, żeby tam zajrzeć, ale w wolnym czasie to zrobię. Póki co wiązka jest tak ułożona, że dyskoteka ustąpiła. Podejrzewam zaśniedziałe styki.



  • Heh, zastanawiałem
    się, co może przy takiej jeździe spowodować zgaśnięcie silnika.

    Ciekawe, czy możliwe jest... zablokowanie wodą tłumika?

    zablokowanie jak zablokowanie spaliny musza pokonac jakis opor przedostajac sie przez wode , wolne obroty obliczone sa na opor powietrza atmosferycznego wydaje mi sie ze puszczenie nogi z gazu spowoduje zduszenie silnika ....


Log in to reply