Nigdy tak naprawdę niewiadomo, co się kupi



  • http://tylik.com.pl/main/m004/

    Niestety nie zawsze wiemy, czym jeździmy (rynek wtórny)


  • Admin

    Jasny gwint...
    Aż nieprawdopodobne.



  • Aleee urwaaałł

    Pewnie ze 25% używek jest takich...


  • Użytkownik archiwalny

    Po zobaczeniu takiego czegoś, jedyne czego można sobie życzyć, to po dzwonie policjanta nie zabierającego dowód, ale wbijającego do niego pieczątkę "śmierć techniczna", laweta i prasa.



  • http://tylik.com.pl/main/m004/
    Niestety nie zawsze
    wiemy, czym jeździmy (rynek wtórny)

    W podobnym tonie: www.motoryzacja.interia.pl/wydarzenie/uzywane/news/polaki-potrafi-takie-auta-jezdza-po-polskich-drogach,1723211.html
    Sam byłem świadkiem jak facet w Fiacie 125p miał do maską turystyczną butlę z gazem
    A kolejną ciekawą rzeczą jaką widziałem był pień drzewa włożony pod maskę Mercedesa "beczki", w niewiadomym celu...


  • Użytkownik archiwalny

    Salonowe auta też potrafią zaskakiwać - odpadające koła, konstrukcja pozwalająca na wywrotkę przy gwałtownych manewrach, blokujące się przepustnice w pozycji "otwarte".

    Za spawanie auta z trzech różnych powinna być kara więzienia, jak za każde inne groźne dla życia i zdrowia oszustwo.

    Nowego auta z salonu jednak nie kupię - musiałbym się zadłużyć na kilka lat, a później do śmierci jeździć motorowerem z karoserią. Będę dalej kupował używane, ale jednak wygodne i bezpieczne auta.


  • Użytkownik archiwalny

    Salonowe auta też
    potrafią zaskakiwać - odpadające koła, konstrukcja pozwalająca na wywrotkę przy
    gwałtownych manewrach, blokujące się przepustnice w pozycji "otwarte".
    przesadzasz Takie przypadki jak odpadające koło to może tyczyć się niedopatrzenia serwisowego przy dokręcaniu koła, ew. korozja el. układu kierowniczego-zawieszenia. Co do przepustnic to ich sterowanie wszechobecną elektroniką zawodzi , jednak linka też stwarzała zagrożenia i często się blokowała przez kapturek ochronny wkręcając silnik na obroty
    Za spawanie auta z
    trzech różnych powinna być kara więzienia, jak za każde inne groźne dla życia i
    zdrowia oszustwo.
    zgadzam się, jednak widziałem nie takie "zlepy" Jak jest to technologicznie zrobione to może miec z 80-90 % pierwotnej wytrzymałości, gorzej jak jest to sztuka dla sztuki
    Nowego auta z
    salonu jednak nie kupię - musiałbym się zadłużyć na kilka lat, a później do śmierci
    jeździć motorowerem z karoserią. Będę dalej kupował używane, ale jednak wygodne i
    bezpieczne auta.

    nigdy nie mów nigdy. Dawniej elektronika etc też kosztowała krocie , a teraz można miec nowego "laptopika" za najlichszą m-ną pensje


  • Użytkownik archiwalny

    Aleee urwaaałł

    Pewnie ze 25%
    używek jest takich...

    może i jest z 25-30% ale tyczy się to tych "świeżych" używek, bo w przypadku aut starszych niż 5-7 latki takie naprawy są nieopłacalne



  • Salonowe auta też
    potrafią zaskakiwać - odpadające koła, konstrukcja pozwalająca na wywrotkę przy
    gwałtownych manewrach, blokujące się przepustnice w pozycji "otwarte".
    Za spawanie auta z
    trzech różnych powinna być kara więzienia, jak za każde inne groźne dla życia i
    zdrowia oszustwo.
    Nowego auta z
    salonu jednak nie kupię - musiałbym się zadłużyć na kilka lat, a później do śmierci
    jeździć motorowerem z karoserią. Będę dalej kupował używane, ale jednak wygodne i
    bezpieczne auta.

    Mam kolegę, który ok. 10 lat temu miał praktyki w salonie Daewoo przy ul. Towarowej 33 w Warszawie. Jak opowiadał, w jaki sposób traktuje się tam nowe auta to włos na głowie stawał. Często mechanicy urządzali sobie zabawę w pałowanie silnika na zimno czy też "palenie gumy" w świeżo uruchomionym samochodzie.
    Raz też mówił, że jakiś nowy Tico spadł im z podnośnika, połamał się wtedy czy urwał tylny zderzak. A że mieli na placu rozbitka z uszkodzonym przodem w tym kolorze to przełożyli z jednego do drugiego elementy i auto znów było "salonowe".


  • Użytkownik archiwalny

    Mam kolegę, który
    ok. 10 lat temu miał praktyki w salonie Daewoo przy ul. Towarowej 33 w Warszawie.
    Jak opowiadał, w jaki sposób traktuje się tam nowe auta to włos na głowie stawał.
    Często mechanicy urządzali sobie zabawę w pałowanie silnika na zimno czy też
    "palenie gumy" w świeżo uruchomionym samochodzie.
    Raz też mówił, że
    jakiś nowy Tico spadł im z podnośnika, połamał się wtedy czy urwał tylny zderzak. A
    że mieli na placu rozbitka z uszkodzonym przodem w tym kolorze to przełożyli z
    jednego do drugiego elementy i auto znów było "salonowe".

    Dzisiaj takie opowieści w większości można wsadzić między bajki Klient będący nierzadko "glonojadem" widzi wszystko przez szybę (przyklejony do niej rączkami i nosem sprawia wrażenie rybki ) oddzielającej poczekalnie od hali napraw W niektórych przypadkach mamy do czynienia wręcz z Apaczami ( co pan robi a nic, a pacze sobie )



  • Dzisiaj takie
    opowieści w większości można wsadzić między bajki Klient będący nierzadko
    "glonojadem" widzi wszystko przez szybę (przyklejony do niej rączkami i nosem
    sprawia wrażenie rybki ) oddzielającej poczekalnie od hali napraw W
    niektórych przypadkach mamy do czynienia wręcz z Apaczami ( co pan robi a nic,
    a pacze sobie )

    I bardzo dobrze, bo zdarzają się partacze nawet w ASO. Albo jeszcze lepiej - praktykanci

    Mój ojciec kupił w 1998 roku nowe Tico i pojechaliśmy po 1500 km na obowiązkowy przegląd do przyfabrycznego ASO przy ul. Kotsisa na Żeraniu. Też była tam szyba, przez którą był widok na halę napraw. Patrzę sobie przez tą szybę na nowiutkie (1500 km - co to za przebieg - auto tylko ledwo dotarte) Tico ojca stojące na podnośniku, a tam jakiś młodziak (świeżak albo uczeń "przyzakładówki" napierdziela młotkiem w drążek kierowniczy jak popadnie

    Okazało się, że kazali mu zbieżność poprawić... Po interwencji autem zajął się już ktoś z doświadczeniem i zrobili jak trzeba - młody nie zdążył nic zepsuć

    Mina "młodego" jak go opieprzał majster, który zajął się potem autem - bezcenna



  • I bardzo dobrze, bo
    zdarzają się partacze nawet w ASO. Albo jeszcze lepiej - praktykanci
    Mój ojciec kupił w
    1998 roku nowe Tico i pojechaliśmy po 1500 km na obowiązkowy przegląd do
    przyfabrycznego ASO przy ul. Kotsisa na Żeraniu. Też była tam szyba, przez którą był
    widok na halę napraw. Patrzę sobie przez tą szybę na nowiutkie (1500 km - co to za
    przebieg - auto tylko ledwo dotarte) Tico ojca stojące na podnośniku, a tam jakiś
    młodziak (świeżak albo uczeń "przyzakładówki" napierdziela młotkiem w drążek
    kierowniczy jak popadnie
    Okazało się, że
    kazali mu zbieżność poprawić... Po interwencji autem zajął się już ktoś z
    doświadczeniem i zrobili jak trzeba - młody nie zdążył nic zepsuć
    Mina "młodego" jak
    go opieprzał majster, który zajął się potem autem - bezcenna

    Odnośnie ASO to ostatnio mogę jedno pochwalić. Padła mi akurat Octavia, włączałem silnik i po sekundzie się wyłączał. Do tego auto stało w garażu podziemnym tak, że żaden holownik by go nie wyciągnął. Pojechałem do najbliższego ASO związanego z autami VAG - Seat. Poprosiłem jednego z mechaników (jak się później okazało jednego z największych speców w firmie) o pomoc w naprawie. Ja uparcie twierdziłem, że immobilizer mi się zablokował. Podjechał ze mną do mnie do domu biorąc komputer (ten z ASO bardzo się różni od tych z allegro za paredziesiąt/paręset złotych). Sprawdził komputerem auto, następnie kazał podać sobie śrubokręt, klucz, machnął 2 razy ręką i kazał odpalać. I auto odpaliło. W 3 minuty znalazł usterkę, usunął ją u mnie w garażu i nie wziął za to ani grosza!! Prosił tylko o odwiezienie pod pracę. Oczywiście ja poczuwałem się mu dłużny więc następnego dnia przyniosłem dowód wdzięczności ale to już inna historia

    Ale też znam ASO Opla od którego naprawdę trzeba trzymać się z daleka.

    Oczywiście specjalnie nie podałem nazw żeby nie robić reklamy/antyreklamy firmom


  • Użytkownik archiwalny

    I bardzo dobrze, bo
    zdarzają się partacze nawet w ASO. Albo jeszcze lepiej - praktykanci
    Mój ojciec kupił w
    1998 roku nowe Tico i pojechaliśmy po 1500 km na obowiązkowy przegląd do
    przyfabrycznego ASO przy ul. Kotsisa na Żeraniu. Też była tam szyba, przez którą był
    widok na halę napraw. Patrzę sobie przez tą szybę na nowiutkie (1500 km - co to za
    przebieg - auto tylko ledwo dotarte) Tico ojca stojące na podnośniku, a tam jakiś
    młodziak (świeżak albo uczeń "przyzakładówki" napierdziela młotkiem w drążek
    kierowniczy jak popadnie
    Okazało się, że
    kazali mu zbieżność poprawić... Po interwencji autem zajął się już ktoś z
    doświadczeniem i zrobili jak trzeba - młody nie zdążył nic zepsuć
    Mina "młodego" jak
    go opieprzał majster, który zajął się potem autem - bezcenna

    Młodziaków znam co klocki odwrotnie - farbą a nie okładziną montowali
    Najgorsze jest to że i w tej branży nie brakuje ludzi nieuczciwych - wpisują Ci na zleceniu 4,5 litra, a układ smarowania ma np 3,8 l , wymieniasz rozrząd a u mechanika w szafce rolka, śruba etc pozostaje - czyli zostawił jakiś el. stary. Niemal standard to "wałek" z wymianą/dolewką płynu hamulcowego i często też dolewką płynu chłodniczego


  • Użytkownik archiwalny

    diesek, fajna aluski, stan nówka pójdzie jak woda



  • diesek, fajna
    aluski, stan nówka pójdzie jak woda

    U nas w kraju są najlepsi blacharze


  • Użytkownik archiwalny

    Dzisiaj takie opowieści w większości można wsadzić między bajki

    Chłopie, sprawy sobie nie zdajesz co się w ASO dzieje, robiłem na paru, to włosy dęba stają, na prawdę


  • Użytkownik archiwalny

    nigdy nie mów
    nigdy. Dawniej elektronika etc też kosztowała krocie , a teraz można miec nowego
    "laptopika" za najlichszą m-ną pensje

    Cena auta rośnie. Co prawda jakość aut się poprawia, wyposażenie coraz bogatsze, ale tych biednie wyposażonych, o gorszej jakości, już nie ma.

    Np. auta o zbędnych zabezpieczeniach (ok, może nie "zbędnych", bo bezpieczeństwa nigdy za dużo - ale ja zaryzykuję brak poduszek i czujnika zapiętych pasów), zbędnie wyśrubowanej ekologii, które mogłoby kosztować 6 miesięcznych pensji, nie kupię ani teraz, ani za 100 lat.

    A używane tak.


  • Moderator

    Cena auta rośnie.
    Co prawda jakość aut się poprawia, wyposażenie coraz bogatsze,

    Nie zgodzę się z tobą. Cena nowego auta szybko spada, mimo tego że oferowane są auta coraz lepiej wyposażone i coraz lepszej jakości. Kiedyś samochód (jakikolwiek) to był luksus, teraz to powszechność, wiele rodzin ma więcej niż jeden. Oczywiście, nowe samochody nadal kosztują sporo, ale relatywnie są znacznie tańsze (i znacznie bardziej dostępne) niż kiedyś. Dla przykładu w 1991 roku nowy Fiat 126p w najuboższej wersji kosztował dokładnie 29,9 mln zł przy średniej rocznej pensji równej 21,24 mln zł, czyli na fiacika trzeba było tyrać prawie półtora roku. Jest to o tyle optymistyczne założenie, że wtedy inflacja była kilkudziesięcioprocentowa i ceny błyskawicznie szły do góry (płace oczywiście wolniej), przez co można było składać i składać. W 2011 średnie roczne wynagrodzenie wyniesie prawie 40 tys. PLN (w 2010 wyniosło dokładnie 38699,76 PLN), więc za roczną pensję spokojnie kupisz coś klasy B, a małe auto klasy A (jak chociażby Suzuki Alto którym jeżdżę) już po 9 miesiącach.
    Argumentów typu "astronomicznie wysoka roczna pensja, kto tyle zarabia" nie przyjmuję - to są oficjalne dane GUS-u, w 1991 średnia krajowa była jeszcze bardziej sztucznie zawyżana, zwykli ludzie zarabiali dużo mniej. Możemy zresztą oprzeć się na płacy minimalnej, w styczniu 1991 wynosiła ona 550 tys. zł, w grudniu 700 tys. zł (czyli na malucha trzeba było wydać 54 - 43 minimalne pensje), obecnie płaca minimalna to 1386 PLN, na Suzuki Alto z wypasem (klima) potrzebujesz 21 minimalnych pensji.


  • Użytkownik archiwalny

    Cena auta rośnie.
    spada
    Teraz się już nie zarabia na sprzedaży a na serwisowaniu
    Narzut importera to i tak min z 20-35% ( takie rabaty mogą dostać pracownicy np fabryki/ASO danego koncernu )
    Co prawda jakość aut się poprawia, wyposażenie coraz bogatsze, ale tych biednie
    wyposażonych, o gorszej jakości, już nie ma.
    jakość aut spada ..... ich trwałość konstrukcyjna wynosi obecnie ok 150 tyś km
    Np. auta o zbędnych
    zabezpieczeniach (ok, może nie "zbędnych", bo bezpieczeństwa nigdy za dużo - ale ja
    zaryzykuję brak poduszek i czujnika zapiętych pasów), zbędnie wyśrubowanej ekologii,
    które mogłoby kosztować 6 miesięcznych pensji, nie kupię ani teraz, ani za 100 lat.
    jak "mądrale" z wiejskiej przywalą naklejki jak w RFNie to nie będziesz miał za dużo do gadania.
    A używane tak.


  • Użytkownik archiwalny

    Cena auta rośnie. Co prawda jakość aut się poprawia, wyposażenie coraz bogatsze, ale tych biednie wyposażonych, o gorszej jakości, już nie ma.

    Tak cena auta rośnie, jednak mi się wydaje że jednak z tą jakością nie jest dokładnie tak na plus. Przykład mercedes. Wczoraj jechałem taksówką, na taksówce mercedes W124 przebieg 1 milion. Pokaż mi jakiegoś nowego merca co by wytrzymał milion km??

    Stary golf II kolegi 475tys km, rocznik 1990, troche bierze olej,jakieś 1.5l na 10000km. Kolega z białegostoku pojechał nim do Berlina, zero przygód.
    Golf V gościa z mojej pracy rocznik 2006, przebieg 160tys. km, problemy z turbiną, silnik bierze olej, rdza na progach.

    Może i mamy w autach balery typu DVD czy też klimatyzacje dwustrefową jednakże autka nie są już tak dopracowane jak kiedyś. Przykład rdzewiejące nowe mercedesy, ze względu na słabej jakości blachy. Nie wiem czy wiesz ale dawniej starsze auta osobowe były robione na ramie, i w przypadku stosowania takiej konstrukcji korozja progów nie wpływała aż tak mocno jak teraz na sztywność auta.


Zaloguj się, aby odpowiedzieć