Naprawa karoserii (wgniotki parkingowe, gradobicie)
-
A jeśli przy próbie
wyklepania odpadnie lakier?
Będzie wtedy
ingerencja?Spoko, nie będzie żadnego klepania. To naprawdę jest kilka niewielkich wgłębień (nawet nie nazwałbym tego wgnieceniami), mało widocznych...
BTW dziś samochód postał 3 h dużym słońcu i... nie bardzo miałem czas oglądać go na parkingu, ale miałem wrażenie, że w niektórych miejscach blacha się wyprostowała... Muszę obejrzeć jutro. -
Moim zdaniem trzeba
skorzystać z AC.Fakt, to jest racjonalne podejście - w końcu od tego ono jest. Doszedłem jednak do wniosku, że jeżeli naprawa zamknie się w 100-150 zł (co jest możliwe - dodzwoniłem się do firmy robiącej takie naprawy), to dam sobie spokój z rzeczoznawcami, papierami, telefonami... i zapłacę sam. Jeżeli byłoby powyżej 200 zł, będę zgłaszał do ubezpieczyciela. Najpierw jednak musiałbym podjechać do warsztatu na wycenę naprawy.
Samochód jest prawie nowy, każda naprawa blacharsko-lakiernicza to
spora utrata wartości handlowej.Na tym mi nie zależy. Chcę jeździć tym autem długo. A jeśli będę chciał go sprzedać za 10 lat... kto będzie na to zwracał uwagę.
Weź pod uwagę także ewentualną utratę gwarancji na
perforację uszkodzonych elementów nadwozia w przypadku naprawy poza ASO (nie wiem
ile lat masz tej gwarancji, ale np. w Suzuki to jest 12 lat) - to też jest dla
Ciebie wymierna strata.Racja. Tylko znowu - czy rzeczywiście możemy mówić o perforacji na dachu lub środku maski?
Gdyby to były drzwi, błotniki...Profesjonalne usuwanie wgnieceń także nie jest tanie.
Gość z warsztatu powiedział: jeśli jest dużo wgnieceń (a może być 100 lub więcej), płaci się jakoś ryczałtowo za element; a jeśli jest mało, 10-15, można pokusić się o naprawę własną, przy czym jedna wgniotka to koszt 10-50 zł (zależnie od wielkości - ja mam raczej te najmniejsze).
Reasumując można powalczyć z TU o rozsądne odszkodowanie. Późniejsza naprawa to jest
zupełnie odrębna kwestia.Tutaj muszę się zgodzić.
-
To już lepiej rano
z łóżka nie wstawać, bo a nuż cegła na głowę spadnie - nigdy nie wiadomo...Możesz tak zrobić wolny kraj...
A jeśli przy próbie
wyklepania odpadnie lakier?
Będzie wtedy
ingerencja?Zły dzień dziś miałeś??
-
Fakt, to jest
racjonalne podejście - w końcu od tego ono jest. Doszedłem jednak do wniosku, że
jeżeli naprawa zamknie się w 100-150 zł (co jest możliwe - dodzwoniłem się do firmy
robiącej takie naprawy), to dam sobie spokój z rzeczoznawcami, papierami,
telefonami... i zapłacę samDokładnie... Ja właśnie o tym...
-
Zły dzień dziś
miałeś??Wręcz przeciwnie.
W temacie: po prostu piszesz głupoty... Dojazdy? Czekanie na rzeczoznawcę? Mamy 2012r. czyli jeden telefon do ubezpieczyciela i czekasz na rzeczoznawcę, który sam do Ciebie przyjedzie, a wcześniej zadzwoni w celu umówienia się na konkretny termin.
Ty nie musisz do niego dymać.Po oględzinach, na maila dostaniesz wycenę, a kasę z odszkodowania na konto, bez wychodzenia z domu.
To samo się tyczy ewentualnego warsztatu, w którym odbyłaby się naprawa auta: telefon do warsztatu, umówienie się na robotę, kilka godzin bez auta i voila.
Jak widzisz, droga jest nieco prostsza.
-
Czemu mniej zachodu? Policz ile Cię będzie kosztowała naprawa
Tak jak pisałem wyżej, po telefonicznej rozmowie z blacharzem przypuszczam, że do 150 zł.
Mniej zachodu, bo dojazdy do ASO i ubezpieczyciela mogą mnie wynieść więcej, niż sama naprawa. A jeśli sam spróbowałbym metodą proponowaną przez Mariuza...i ile łącznie stracisz na zniżkach
- dodatkowym ubezpieczeniu teraz - do końca okresu polisy.
Istnieje szansa, że nic nie stracę.
Po 1. - to jest pakiet, a podobno w takim systemie się nie traci (informacja ze strony klubowej suzuki).
Po 2. - blacharz przez telefon stwierdził, że ubezpieczyciel może dołożyć 10% - a w moim pakiecie składka AC wyniosła trochę ponad siedemset zł.Żeby nie wiem co - na
pewno na ubezpieczeniu nie stracisz kilku tysięcy złotych - a tego typu wydatek
trzeba liczyć w przypadku naprawy blacharskiej. Do tego - tak jak Koledzy piszą -
gwarancja - a przecież auto nowe prawie.Jeszcze więc przemyślę sprawę.
-
Czekanie na rzeczoznawcę? Mamy 2012r. czyli
jeden telefon do ubezpieczyciela i czekasz na rzeczoznawcę, który sam do
Ciebie przyjedzie, a wcześniej zadzwoni w celu umówienia się na konkretny
termin.
Ty nie musisz do niego dymać.Nigdy nie korzystałem z żadnych wypłat odszkodowań - warto wiedzieć, jak wygląda wycena, dzięki za info.
Tyle, że te udogodnienia akurat niekoniecznie są w tym momencie dla mnie... No tak się składa, że lada moment opuszczę dom i najbliższe 3 tyg. spędzę na dwóch różnych lotniskach w PL. Kiedy na którym, też nie potrafię teraz powiedzieć - to zależy od pogody. No i biorę ze sobą samochód, który nie zawsze będę miał pod ręką i nie zawsze umyty do oględzin ... Tak więc sprawa może się przedłużyć. Ale chyba najważniejsze, żeby wyrobić się z czasem zgłoszenia.
Chyba, że będzie ciągle padało, wtedy czasu będę miał sporo.BTW nie podnoście sobie ciśnienia, chłopaki.
-
Nigdy nie
korzystałem z żadnych wypłat odszkodowań - warto wiedzieć, jak wygląda wycena,
dzięki za info.
Tyle, że te
udogodnienia akurat niekoniecznie są w tym momencie dla mnie... No tak się
składa, że lada moment opuszczę dom i najbliższe 3 tyg. spędzę na dwóch różnych
lotniskach w PL. Kiedy na którym, też nie potrafię teraz powiedzieć - to zależy od
pogody. No i biorę ze sobą samochód, który nie zawsze będę miał pod ręką i nie
zawsze umyty do oględzin ... Tak więc sprawa może się przedłużyć. Ale chyba
najważniejsze, żeby wyrobić się z czasem zgłoszenia.Niektórzy mogą tego nie wiedzieć i mają masę wolnego w najbliższym czasie
Zresztą z mojej perspektywy też ciężko jest wykaraskać wolny czas i dlatego piszę z mojej perspektywy, jeśli koszt naprawy będzie niewielki, udałbym się i prywatnie
sprawę załatwił...Chyba, że będzie
ciągle padało, wtedy czasu będę miał sporo.
BTW nie podnoście
sobie ciśnienia, chłopaki.Właśnie czas często jest uzależniony od innych czynników...
Jakie ciśnienie... u mnie standard 140/90
-
Najpierw jednak musiałbym podjechać do warsztatu na wycenę naprawy.
Ja bym odwrócił kolejność. Najpierw zgłosić do ubezpieczyciela i zobaczyć na ile on to wyceni. Potem zastanawiać się czy robić w warsztacie czy samemu.
Na tym mi nie
zależy. Chcę jeździć tym autem długo. A jeśli będę chciał go sprzedać za 10
lat... kto będzie na to zwracał uwagę.Nie o to chodzi. Ty widzisz te wgniecenia więc potencjalny nabywca przy ewentualnej sprzedaży samochodu też zauważy i będzie chciał urwać z ceny. To czy obecnie zamierzasz to auto sprzedać nie ma tu nic do rzeczy - w tym momencie z wgnieceniami ten samochód jest mniej wart niż przed gradobiciem, więc w wyniku tego zdarzenia poniosłeś szkodę którą TU ma Ci zrekompensować, tak aby starczyło na fachową naprawę (bo niefachową potencjalny nabywca też wykryje i będzie twierdził że auto po dachowaniu a nie po prostowaniu małych wgłębień).
Racja. Tylko znowu
- czy rzeczywiście możemy mówić o perforacji na dachu lub środku maski?
Nie wiadomo co będzie za 10 lat. Obaj widzieliśmy samochody które potrafią gnić na wylot w najdziwniejszych miejscach. Poza tym - znowu nie chodzi o to czy kiedykolwiek dach czy maska Ci przerdzewieje na wylot czy nie. Przed gradobiciem miałeś gwarancję, że w razie problemów naprawa będzie na koszt dealera. Teraz jeśli nie naprawisz, lub naprawisz niefachowo to gwarancję stracisz, co wpływa na spadek wartości handlowej. W wyniku zdarzenia poniosłeś więc szkodę... itd.
-
Ja bym odwrócił
kolejność. Najpierw zgłosić do ubezpieczyciela i zobaczyć na ile on to wyceni. Potem
zastanawiać się czy robić w warsztacie czy samemu.Sięgnąłem wczoraj po papiery i do netu (OWU jest w formie elektronicznej) i okazało się, że czas na zgłoszenie szkody to 4 dni w Allianz - więc dziś zgłosiłem (ostatni dzień).
Człowiek po drugiej stronie drutu poinformował mnie, że są 2 możliwości: albo jadę do ASO na wycenę (Allianz współpracuje z siecią ASO Renault) - wtedy naprawa będzie możliwa wyłącznie w tym ASO, albo czekam na przyjazd rzeczoznawcy do mnie i potem można będzie wybrać warsztat, gdzie szkoda będzie naprawiana.
Z jednej strony opcja nr 1 jest bardziej pożądana (kwestia gwarancji blach), z drugiej strony... nie do końca mam zaufanie do ASO ( ) i jestem przekonany, że naprawa w zakładzie "odsysającym" wgniotki jest tutaj bardziej uzasadniona, niż demontaż podsufitki i wygniatanie blach tradycyjnymi metodami. A może spróbuję rzeczywiście samemu... Zobaczymy.
Jeśli będzie to zakład, postaram się o papier świadczący o fachowej naprawie. -
1. Po wizycie rzeczoznawcy w dalszym ciągu możesz przecież wybrać ASO.
1a. Wystarczy zapytać w ASO jak się zapatrują na tego typu naprawy w innych firmach. i polecałbym jakiś dodatkowy przegląd w ASO po naprawie wraz z pisemkiem, że nie wpłynął on na gwarancję na perforację. Powinno się dać wciągnąć to w koszty naprawy.2. Co do samej wizyty rzeczoznawcy: możesz się umówić, że przyjedzie on, a możesz się umówić, że przyjedziesz Ty. Zobacz, czy nie masz po drodze jakiejś centrali i umów się na konkretną godzinę konkretnego dnia zamiast siedzieć na szpilkach i czekać na telefon
W centralach załatwiają co najmniej 3 auta na godzinę, a często i więcej...
-
Zobacz, czy nie masz po drodze jakiejś centrali i umów się na
konkretną godzinę konkretnego dnia zamiast siedzieć na szpilkach i czekać na telefonA czemu miałby siedzieć na szpilkach i czekać na telefon? W każdej normalnej firmie przecież rzeczoznawca dzwoni i się umawia na konkretny dzień i godzinę.
-
A czemu miałby
siedzieć na szpilkach i czekać na telefon? W każdej normalnej firmie
przecież rzeczoznawca dzwoni i się umawia na konkretny dzień i godzinę.Taka przenośnia. Leo wspominał, że będzie w rożnych miejscach w najbliższym czasie co utrudniałoby wizytę rzeczoznawcy. I zamiast czekać, aż zadzwoni rzeczoznawca (być może będący akurat w innym rejonie Polski) to Leo może sam zadzwonić i dopasować do swojego grafiku rzeczoznawcę. Jak dzwoni rzeczoznawca do Ciebie, to masz dostępny grafik jednego rzeczoznawcy. Gdy dzwonisz Ty, masz dostęp do terminów różnych rzeczoznawców w różnych punktach. Ja na przykład miałem do wyboru:
a)rzeczoznawca ma czas przyjechać do mnie za trzy tygodnie
b)pojadę sobie do ASO za tydzień
c)udam się do Warszawy do centrali i załatwię wszystko za godzinę.Gdybym czekał na telefon rzeczoznawcy, to wątpię, żebym dowiedział się o opcjach b) i c)
-
Jak widzisz, droga jest nieco prostsza.
No tak to teraz wygląda. Dostaje się numer szkody, dane umożliwiające zalogowanie się do systemu ubezpieczyciela i śledzenie statusu szkody i w odpowiednim momencie naprawia auto. Co do sprawy wyznaczania warsztatu przez ubezpieczyciela (jak ktoś wcześniej pisał) - nie ma on takiego prawa - czasami procedurę upraszcza skorzystanie z sieci warsztatów, które podpisały umowę z danym ubezpieczycielem, ale takiego wymogu nie ma.
-
Ja bym odwrócił kolejność. Najpierw zgłosić do ubezpieczyciela i zobaczyć na ile on to wyceni. Potem zastanawiać się czy robić w warsztacie czy samemu.
Dokładnie tak - zgłoszenie szkody nie blokuje możliwości wycofania jej - wtedy "sprawy nie było" - nie ma odszkodowania - nie ma utraty zniżek itp. itd.
-
Sięgnąłem wczoraj
po papiery i do netu (OWU jest w formie elektronicznej) i okazało się, że czas na
zgłoszenie szkody to 4 dni w Allianz - więc dziś zgłosiłem (ostatni dzień).
Człowiek po drugiej
stronie drutu poinformował mnie, że są 2 możliwości: albo jadę do ASO na wycenę
(Allianz współpracuje z siecią ASO Renault) - wtedy naprawa będzie możliwa wyłącznie
w tym ASO, albo czekam na przyjazd rzeczoznawcy do mnie i potem można będzie wybrać
warsztat, gdzie szkoda będzie naprawiana.
Z jednej strony
opcja nr 1 jest bardziej pożądana (kwestia gwarancji blach), z drugiej strony... nie
do końca mam zaufanie do ASO ( ) i jestem przekonany, że naprawa w zakładzie
"odsysającym" wgniotki jest tutaj bardziej uzasadniona, niż demontaż podsufitki i
wygniatanie blach tradycyjnymi metodami. A może spróbuję rzeczywiście samemu...
Zobaczymy.
Jeśli będzie to
zakład, postaram się o papier świadczący o fachowej naprawie.ja jak już bym się zdecydował na taką procedurę to odgórnie naprawa w ASO z autem zastępczym a jak warsztat to z uwzględnieniem rekompensaty z tytułu utraty wartości pojazdu
-
Dokładnie tak -
zgłoszenie szkody nie blokuje możliwości wycofania jej - wtedy "sprawy nie było" -
nie ma odszkodowania - nie ma utraty zniżek itp. itd.O, to ważna informacja.
A na razie czekam na telefon od rzeczoznawcy. Wycenę powinien zrobić do piątku, a to mnie urządza. A nawet jeśli się nie wyrobi do piątku, to wiem, gdzie na pewno będę przez parę dni na stałe, więc każę mu tam przyjechać.
A ponieważ przy okazji będę 20 km od tego warsztatu odsysającego, podjadę i zapytam o koszty.
Napiszę tutaj, co i jak, może jeszcze coś podpowiecie ciekawego... Pierwszy raz mam do czynienia z likwidacją szkody. -
Nie jestem w 100% pewien jak to jest w przypadku AC, ale jak dostałem strzała w tyłek, to dostałem od PZU wycenę. Po miesiącu pan zaczął się upominać o nr konta (bo celowo nie wpisałem żeby mi nie przysłali dopóki nie wycenię kosztów sam). Jak się okazało, pan stwierdził że ich wycena to "kwota bezsporna", a jeśli wyjdzie mi drożej to mam przedstawić faktury i dopłaca różnicę.
Jako, ze olałem sprawę, nie wiem czy to rzeczywiście tak fajnie działa
-
Nie jestem w 100%
pewien jak to jest w przypadku AC, ale jak dostałem strzała w tyłek, to dostałem od
PZU wycenę. Po miesiącu pan zaczął się upominać o nr konta (bo celowo nie wpisałem
żeby mi nie przysłali dopóki nie wycenię kosztów sam). Jak się okazało, pan
stwierdził że ich wycena to "kwota bezsporna", a jeśli wyjdzie mi drożej to mam
przedstawić faktury i dopłaca różnicę.
Jako, ze olałem
sprawę, nie wiem czy to rzeczywiście tak fajnie działaO ile się nie mylę to tak to działa tylko i wyłącznie w przypadku jak robisz z czyjegoś OC. Stąd tyle warsztatów bezgotówkowych z autami zastępczymi, ponieważ oni przedstawiają potem ubezpieczycielowi faktury albo na droższe zrobienie w zamian za auto zastępcze, lub po prostu za zrobienie i za auto zastępcze i ubezpieczyciel musi dopłacić różnicę.
-
Po miesiącu pan zaczął się upominać o nr konta (bo celowo nie wpisałem
żeby mi nie przysłali dopóki nie wycenię kosztów sam).Jak nie podasz numeru to cwaniaki prześlą Ci przekazem pocztowym na adres.
Jak się okazało, pan
stwierdził że ich wycena to "kwota bezsporna", a jeśli wyjdzie mi drożej to mam
przedstawić faktury i dopłaca różnicę.
Jako, ze olałem
sprawę, nie wiem czy to rzeczywiście tak fajnie działaNie zawsze. Ja musiałem się szarpać z PZU żeby przestali lecieć w kulki z naciąganiem na szkodę całkowitą. Wycenili wartość samochodu przed szkodą niżej niż parę miesięcy później (już po naprawie) przy zawieraniu nowej umowy, a koszt naprawy oszacowali wyższy niż ASO (w którym zresztą auto stało i gdzie chciałem bezgotówkowo naprawiać).