Suza odmówiła posłuszeństwa, jakieś pomysły?


  • Użytkownik archiwalny

    Po około 30 000 km bezkonfliktowej współpracy mój Swift dziś odmówił mi posłuszeństwa. W zasadzie to strasznie mnie wkur... bo przez niego dopiero co dotarłem do domu. Stała się rzecz strasznie podejrzana. Wracałem z trasy i miałem jakieś 50 km do domku, gdy nagle poczułem, że straciłem całkowicie moc. Silnik w ogóle nie chciał wejść na obroty, dusił się. Objawy bardzo podobne do tych, gdy kończy się paliwo (co nie jest na 100% powodem zamieszania). Po zrzuceniu na luz moją uwagę zwrócił obroty, które były na poziomie 1500-1600, mniej więcej takie jak na ssaniu. Spróbowałem jeszcze może ze 2-3 razy zapiąć bieg i puścić sprzęgło, ale w końcu obroty zginęły całkowicie i Swift "zdechł". Kręci jak szatan, ale nie odpala. W ten sposób stanąłem w ciemności, w szczerym polu jakieś 50 km od domu. Podniosłem machę i posprawdzałem "na czuja" tyle ile mogłem, czy przewody WN siedzą tak jak trzeba, przewód paliwowy... Zadzwoniłem po kumpla, żeby po mnie przyjechał, bo nie uśmiechało mi się 50 km holowania po ciemku, zwłaszcza, że nie mam z przodu uchwytu do holowania i trzeba kombinować. Auto zepchnęliśmy na podwórko do najbliższego gospodarza, ale co dalej?

    Na razie, pierwsza rzecz jaka przychodzi mi do głowy to pasek rozrządu. Chciałem na miejscu odkręcić obudowę i go sprawdzić, ale nie miałem pod ręką takiego małego klucza. Paska nie wymieniałem, przyznam się bez bicia, bo doczytałem się kiedyś gdzieś tam, że w G10A jest on bezkolizyjny. Mam nadzieję że to tylko to, a nie nic grubszego, będę miał wtedy po prostu nauczkę. Jeśli to jakaś grubsza sprawa, to prawdopodobnie odstawiam auto do wiosny, wtedy wyjedzie pomalowany jak trzeba i z innym silnikiem.

    Może macie jakieś pomysły? Mam znajomego z lawetą, więc ściągnę Suzę pod dom po cenie paliwa, ale niestety nie wiem czy uda się to jutro. Musiała mi to zrobić akurat w święta
    Zanim auto stanęło wszystko było w porządku. Nic nie wzbudzało podejrzeń. No może oprócz tego, że od kilku dni Swift strasznie "prychał, pufał, strzelał" z wydechu przy popuszczaniu gazu. Wcześniej co prawda mu się to zdarzało, ale sporadycznie. Olej wymieniany jakieś 8000 km temu, wczoraj zrobiłem jakieś 100ml dolewki. Kontrolki też w normie, uprzedzę wasze pytania - nie błysnęło mi ładowanie.

    Po dzisiejszej akcji mam w głębi duszy chęć zostawić go w ch... pod tą stodołą i nigdy więcej go nie oglądać. Zwłaszcza, że pokrzyżował mi ważne plany. Ale skoro pocę się nad klawiaturą o 3 w nocy na jego temat, pewnie się domyślacie, że tego nie zrobię

    Czekam więc na wszelkie wasze pomysły.


  • Użytkownik archiwalny

    Na początek wzrokowa ocena rozrządu, ale jak silnik zgasł spokojnie a nie gwałtownie to pasek powinien zostać nieruszony.
    Następnie trzeba sprawdzić pompę - ściągnij przewód z wtrysku i zacznij kręcić silnikiem, zupa powinna tryskać z wężyka
    Kolejna kontrola dotyczy iskry, skołuj starą świecę, połóż na silniku żeby dotykała czegoś metalowego, nasadź przewód i też zakręć silnikiem (możesz też wykręcić świece z silnika - bez różnicy).
    Możesz spróbować zczytać błędy z kompa, może coś zapamiętał...
    PS> Nie ma się co denerwować, braciszka kiedyś ściągałem 300 km na linie od gospodarza z podwórka


  • Użytkownik archiwalny

    Właśnie się zbieram i jadę z kumplem (mechanikiem) sprawdzić skąd ten foch. Mam nadzieję że uda się coś ustalić na miejscu bo czeka mnie ponad 50 km holowania ;/


  • Użytkownik archiwalny

    Właśnie się zbieram i jadę z kumplem
    (mechanikiem) sprawdzić skąd ten foch. Mam
    nadzieję że uda się coś ustalić na miejscu
    bo czeka mnie ponad 50 km holowania ;/

    Daj znać co ustaliliście


  • Użytkownik archiwalny

    No to ja w piątek miałem jazdę ze świeżo kupionym Swiftem Czekając na światłach na skrzyżowaniu padły wszystkie światła,zasilanie radia,lampki wew.,klakson...działały tylko kierunkowskazy

    Zjazd od razu z drogi i sprawdzam wszystkie bezp. ale wszystkie są ok kilka telefonów(w głowie już widmo lawety zabierającej kupionego Swifta 30 min wcześniej) no i jestem w kropce...Ale przyjechał tata,dokręciliśmy klemy,aku został przymocowany za pomocą trytytek,pogrzebałem przy kablach skrzynek bezpieczników no i próba...nastała jasność

    Swift został doprowadzony do swojego nowego domku w jednym kawałku o własnych siłach


  • Użytkownik archiwalny

    No to ja w piątek miałem jazdę ze świeżo
    kupionym Swiftem Czekając na
    światłach na skrzyżowaniu padły wszystkie
    światła,zasilanie radia,lampki
    wew.,klakson...działały tylko
    kierunkowskazy

    Miałem podobną sytuacje w lipcu ze swoją taczką, pojechałem z dziewczyną i jej siostrą do zoo do Łodzi (jakieś 60km w jedną strone) i po drodze zaczeło coś bardzo śmierdzieć palonym plastikiem... a że byłem juz blisko celu i ruch był duży to myslałem ze dojade na parking pod zoo i dopiero sprawdze co i jak... niestety, w pewnym momencie radio sie wyłączyło i wogóle cała elektryka/elektronika padła, na trzypasmówce jadąc środkowym pasem troche nieciekawie jakos sie dotoczyłem bezpiecznie do jakiegoś osiedla, ale wiedziałem że jak wyłącze silnik to juz nie zapali... i nie zapalił przyczyną smrodu okazał sie wentylator który sie zablokował, odłaczyłem zasilanie wentylatora sprawdziłem na szybko bezpieczniki, przepchneliśmy paździocha pare metrów żeby nie przeszkadzał i poszliśmy do zoo, pomyslałem że będe sie martwił później jak wróce... po powrocie taczka odburzyła jakby nigdy nic zapalił "od kopa" wszystkie światła, radio itd normlanie działały... później z ojcem i znajomym specnazem sprawdziliśmy wszystko jeszcze raz uważnie, ale do tej pory nie wiemy co mu było wcale bym sie nie zdziwił jakby w tej sytuacji było podnie- swift ostygnie i wróci o własnych siłach


  • Użytkownik archiwalny

    Moze zalozymy temat o naszych przygodach na drodze? Bo ja mam co opisywac (rekin + beczka)


  • Użytkownik archiwalny

    Ale u mnie silnik odpalał bez żadnego problemu,na wszystkie gary,równa praca,jakby nigdy nic żadnego smrodu spalenizny ani nic...


  • Użytkownik archiwalny

    Nie wiem jak w litrze. W 1,3 (przynajmniej moim) obudowa rozrządu ma gumową zaślepkę (podobną jak w podłodze). Można ją zdjąć i zerknąć czy pasek jest na miejscu.


  • Użytkownik archiwalny

    Wróciłem. Suza stoi pod blokiem calutka i zdrowa. Otóż okazało się, że powodem całej akcji była (najwyraźniej nieźle przechrzczona) benzyna, zatankowana na STACJI ORLEN W GOLUBIU-DOBRZYNIU PRZY ULICY PIŁSUDSKIEGO 13. Gdy dotarłem na podwórko gdzie stał Swift pierwsze co zrobiłem, to poszedłem uprzedzić domowników. Starsza Pani powiedziała mi, że wczoraj tankowała swojego Matiza właśnie na tej stacji i również miała problemy. Wykluczałem paliwo ze względu na to że kalkulowałem i kilka litrów w baku powinno jeszcze być, co zresztą wskazywała wskazówka, która dopiero co wchodziła na rezerwę. Zatankowałem w auto kilkanaście litrów i bez najmniejszego problemu dokulałem się do domu.

    W drodze powrotnej mijałem ową stację. Miałem ogromną chęć wjechać tam i zrobić burdę, ale uznałem że bez sensu jest darcie japy na bogu ducha winnych pracowników. Ale zaparłem się, że nie zostawię tak tego i będę googlował, czy można takie przypadki gdzieś zgłaszać. Chyba że wy macie jakieś info w tym temacie.

    Tak przy okazji zdjąłem obudowę rozrządu i... jeszcze w tym tygodniu zapierniczam po pasek, bo ten który siedzi już wizualnie budzi podejrzenia.


  • Użytkownik archiwalny

    i kilka litrów w baku
    powinno jeszcze być, co zresztą wskazywała
    wskazówka, która dopiero co wchodziła na
    rezerwę.

    Może po prostu jakieś osady z baku Ci zassało...


  • Użytkownik archiwalny

    Być może, nie wykluczam takiej możliwości. Popytałem jednak w G-D kilku znajomych i podobno ta stacja nie cieszy się dobrą opinią wśród miejscowych mobilków. Trochę się w tym momencie zawiodłem na Orlenie jako sieci stacji. Tankowałem przez prawie rok na stacji przy Carrefourze w Toruniu i z czystym sumieniem (znając ogólne opinie o tego typu stacjach) mogę powiedzieć że paliwo Z TEJ konkretnie stacji nie odbiega jakością od reszty mimo niższej ceny +/- 15, 20 gr./litrze. Z kolei znajomy w zeszłą zimę zalał do swojej Omegi benzyny na jednej z Toruńskich stacji No Name (nie pamiętam której) i paliwo zamarzło w zbiorniku, AŻ TAKIEGO mrozu nie było.


  • Użytkownik archiwalny

    Zgłosiłem sprawę przez specjalnie przygotowany do tego celu formularz na stronie UOKiK. Ciekawe na ile sumiennie urzędasy rozpatrują takie zgłoszenia.


  • Użytkownik archiwalny

    Tankowałem przez prawie
    rok na stacji przy Carrefourze w Toruniu i
    z czystym sumieniem (znając ogólne opinie
    o tego typu stacjach) mogę powiedzieć że
    paliwo Z TEJ konkretnie stacji nie odbiega
    jakością od reszty mimo niższej ceny +/-
    15, 20 gr./litrze.

    Ja tankuję już bardzo długo na stacji przy Auchan w Żorach i jak do tej pory nie zdarzyło mi się narzekać na paliwo, no może raz ale nie wiem czy to była wina paliwa czy zużytego filtra


  • Użytkownik archiwalny

    Zgłosiłem sprawę przez specjalnie przygotowany
    do tego celu formularz na stronie UOKiK.
    Ciekawe na ile sumiennie urzędasy
    rozpatrują takie zgłoszenia.

    Akurat w Katowicach sumiennie,oraz wiem,że codziennie jeżdżą na kontrole paliw


  • Użytkownik archiwalny

    dziś ja, jutro ktoś inny. Chrzczą prawie wszędzie taka jest prawda, ale to co tam robią to jest przegięcie


  • Użytkownik archiwalny

    dziś ja, jutro ktoś inny. Chrzczą prawie
    wszędzie taka jest prawda, ale to co tam
    robią to jest przegięcie

    Generalnie benka nie jest chrzczona, ale jej oktanowość pozostawia wiele do życzenia. Pracowałem na prywatnym CPN przez prawie dwa lata aż zdecydowałem się na ucieczkę...
    Zwykła 95 ma 91, a 98 to ta sama 95 czyli 91
    Na stacji nigdy nic nie było mieszane, dostawca wcześniej już mieszał


Log in to reply