Pożar w tico!! :(


  • Użytkownik archiwalny

    Dziś jak wracałem z nocnej zmiany z pracy nagle zaczęły mi gasnąć światła i radio... pomyślałem sobie coś takiego już kiedyś miałem i po czasie przeszło... nie myliłem się przeszło lecz po 300m dalej zaczęło się znowu to samo i po czasie nagle zaczęły sie sypać iskry z pod przedniej szyby od strony pasażera... wiec szybko wjechałem na przystanek autobusowy i wyłączyłem zasilanie w aucie... gdy wyłączyłem zasilanie iskry przestały strzelać i pojawił się dym i smród spalonych kabli(gumy) szybko siegnelem po gaśnice ale niestety 16letnia gaśnica nie działała.. na szczęście dym przestał się ulatniać i czekając na hol mojego kolegi tym czasem rozkręciłem deskę rozdzielcza i chciałem zobaczyć które kable się paliły okazało się ze spaliła się cala wiązka kabli które idą do komory silnika ocalały następujące kolory kabli: zielony, niebieski, różowy, żółty i biały a reszta spalona i powiedzcie mi koledzy co to za wiązka bo nie wiem za co sie zabrac??:P oddałem tico do naprawy do mojego dziadka który jest elektrykiem ale mówił ze chwile to potrwa i mam się jak najszybciej dowiedzieć co to za wiązka bo dookoła tej wiązki jest tez parę wiązek... pomóżcie koledzy bo potrzebuje to auto za 2 dni do pracy. moze ktos wie jakim cudem moglo sie cos takiego stac?? jak instalacja byla wymieniana 4lata temu(z tego co mi mowil byly wlasciciel).z tego co wiem z tej wiazki jeden kabel idzie do czujnika pompy hamulcowej.


  • Użytkownik archiwalny

    powiem tak - miałeś nielichego farta, że tylko tak się to skonczyło.
    Swoją drogą wozić 16-letnią gaśnicę to trochę przesada. Nic dziwnego, że nie działa. Nie mówię, żeby wymieniać co rok, ale raz na 3-4 lata to warto moim zdaniem, zwłaszcza, ze grosze kosztuje.



  • Nie wiem co to może być za wiązka.
    Ale pewnie to co Ci się wydarzyło było spowodowane złym założeniem wymienionej wiązki!
    Z tego co czytałem gdzieś i kiedyś, pożar w aucie jest w 95% spowodowany ingerencją w instalację elektryczną auta. Wiele osób się na tym kompletnie nie zna, podłącza... świeci, działa jest super... a po roku pożar! Zła izolacja, brak bezpieczników, złe umiejscowienie przewodów to główne powody takich sytuacji.
    PS: mam w garażu jakieś oryginalne wiązki z tico, jak się dowiesz jaką potrzebujesz to możesz napisać na priv.


  • Użytkownik archiwalny

    To powiem co mi się przytrafiło ostatnio.
    Jechałem ostatnio do Ustrzyk górnych z Gdańska i prawie pod sam koniec podroży już jak było ciemno zauważyłem ze ledwo co jazy mi się kontrolka od ładowania. Sprawdziłem czy jest ładowanie na liczku elektronicznym i było. Wiec nie przywiązałem do tego większej wagi co było błędem. Po przybyciu dzień łażenia po górach i kolejnego dnia rano odpalam i co widzę, brak ładowania przy włączonym silniku 10.9-11.1v. W pierwszej kolejności sprawdziłem wszystkie klemy połączenia masy. Niby wszystko ok. No nic pewnie padł alternator. Telefon w rękę i szykanie najbliższego mechanika. Znaleziony- jedyne 47km. Nawet nie było problemu na przejechanie takiego odcinaka bez ładowania. Ale na wszelki wypadek wyłączyłem światła i wszystkie odbiorniki prądu. Dojechałem do mechaniko-lakiernika Przyjechał pan elektryk na rowerze. Co się później okazał był elektrykiem ale normalnym nie od samochodów . Oczywiście pierwsza diagnoza to ze pał alternator. Wymontowałem go razem z nim. I koleś zawiózł go do jedynego elektryka samochodowego w mieście żeby wymienił regulator napięcia który jak się okazało był spalony. Jak się okazało elektryk miał wszystkie regulatory do vw ,bemek czy audi ale do tico to już nie :D, wiec musiał zamówić. Tak wiec dzięki gościnności lakiernika rozbiłem się przed zakładem aby przeczekać noc. Następny dzień. Alternator przyjechał z wymienionym regulatorem. Został wmontowany. Odpalam i nic dalej nie ładuje. Co jest. Szukamy dalej. Wpadłem na pomysł aby kablami rozruchowymi posprawdzać czy jest masa w sensie jeden dopinamy do aku drugi do alternatora. Masa była ale plus nie. Zaczęliśmy szukać plusa( taki biały trochę grubszy kabel od pozostałych) i doszedłem do wiązki i wtyczek które znajdują się za akumulatorem pod takim gumowym kapturkiem. To był strzał w dziesiątkę. Wtyczka od plusa lecąca od alternatora do kabiny cała się zjarała i stopiła, Ze trzeba był ja połamać. Po oczyszczeniu zaizolowaniu wszystko było ok, A i lądowanie było wyższe. I przestało spadać tak napięcie po włączeniu świateł jak to miał miejsce wcześniej.

    Wnioski:
    Po oględzinach stwierdziłam ze styki w wtyczce przez te wszystkie lata zmurszały i się przepaliły. Prąd poszedł na alternator i spalił regulator. Efekt domina. Dobrze ze nie zaczęło się nic palić.
    Jak to zawsze awaria miała miejsce w najdalszym miejscu w Polsce 900km od domu . Naprawa zajęła 2 dni. Ciesze się tylko ze stał się to w Polsce na nie gdzieś indziej.Miesiąc wcześniej byłem we Francji. W tydzień zrobiłem 5tyś.km. I jak by się to gdzieś tam stało to był by to dopiero problem.
    Tico trochę zawiodło ale pretensji nie mogę mieć, w końcu swoje lata ma. A co by nie było cały czas do przodu mogło jechać
    Koszty:
    Za regulator, pilne sprowadzanie i za wymianę w alternatorze elektryk zainkasował 90zł
    Drugi elektryk który grzebał razem ze mną w tico i za jedzenie z moim alternatorem na drogi koniec miasta rowerem wziął 2 dychy. A właściciel za użyczanie kanału, kluczy i miejsca do rozbicia zrobił to gratis. Za co serdeczne dzięki


  • Użytkownik archiwalny

    Dlatego pisałem dawniej by ludzie uważali na tę felerną kostkę bo ona dzieli niepotrzebnie dwa przewody plusowe mocno obciążone teraz bo jeździ się na światłach i śniedzieją styki. U mnie ładowanie też zaczęło spadać i gasły światła.Właśnie w tej kostce styki zaczęły się mocno grzać i w porę uciąłem kostkę i dosztukowałem przewody. Także kupiłem oryginalny regulator bo myślałem, że to wina alternatora. Jak widać dzięki temu można oszczędzić sporo nerwów i pieniędzy działając wcześniej.


  • Użytkownik archiwalny

    juz naprawiłem wszystko:P zajęło mi cały dzień ale zrobione:P okazalo się że spadł kabel od klaksonu i zrobił zwarcie a ja miałem w to miejsce wstawione bezpieczniki najmocniejsze i w końcu kabel sie przegrzał:P juz zrobione wszystko i dalej smigam:P ale smrod gumy nadal został:P


  • Użytkownik archiwalny

    ja miałem w to miejsce wstawione bezpieczniki
    najmocniejsze i w końcu kabel sie przegrzał

    Czyli płynie z tego wniosek, że nie należy wymieniać bezpieczników na "mocniejsze" (dla mnie to oczywiste)
    W sumie miałeś szczęście i pewnie nauczkę


  • Użytkownik archiwalny

    no nauczka na całe zycie:P bo gdybym nie wyłączył glownego zasilania na guziku to bym ratował co by sie dalo a auto by sie spaliło:( a tego dnia miała jechac moja dziewczyna autem ale ja sie uparłem i jechałem dobrze ze ja jechałem bo ona nie wie gdzie jest głowny wyłącznik:P dzieki za posty:P jutro jade do mechanika na wymiane wachacza i koniec napraw jak narazie:P pozdrawiam i jeszcze raz dzieki:P


  • Użytkownik archiwalny

    i nową gaśnicę kup - tak na wszelki wypadek...



  • i nową gaśnicę kup

    • tak na wszelki wypadek...

    Koszt nowej gaśnicy ostatnio zakupionej przeze mnie -20zł, więc chyba majątku to nie kosztuje...



  • Koszt nowej gaśnicy
    ostatnio zakupionej przeze mnie -20zł, więc chyba majątku to nie kosztuje...

    To chyba sobie kupię... Jak się pytałem gościa od legalizacji (naklejał nowe naklejki na gaśnice w szkole) to stwierdził że 80zł za 2kg. To chyba kupię 1kg skoro to 20zł...



  • To chyba sobie
    kupię... Jak się pytałem gościa od legalizacji (naklejał nowe naklejki na gaśnice w
    szkole) to stwierdził że 80zł za 2kg. To chyba kupię 1kg skoro to 20zł...

    Ja zakupiłem swoją w TESCO, podczas promocji...


  • Użytkownik archiwalny

    Gaśnica 1kg to tylko jest by była. Wszędzie mówią że nią nic się nie ugasi, najwyżej tlące się przewody.Jak się samochód zapali i nie ma blisko kierowcy autobusu czy tira lepiej nie bawić się w gaszenie tą gąsieniczką tylko zwiewać. Bo samochód można kupić drugi ale poparzenia zostają na całe życie. U nas gościu na stacji tak chciał ugasić hondę, w której zapalił się silnik. Podniósł maskę, ogień buchnął i poparzył sobie mocno ręce. Do tej pory ma blizny wielkie. Jak już myśleć o jakiejś gaśnicy to przynajmniej 2kg i wiedzieć jak gasić.


  • Użytkownik archiwalny

    U nas gościu na stacji tak chciał ugasić hondę, w której zapalił się silnik. Podniósł maskę, ogień buchnął i poparzył sobie mocno ręce.

    wiedzieć jak gasić.

    Gość, o którym pisałeś nie wiedział jak gasić lub po prostu stracił zimną krew. Wiem, że łatwo jest pisać o tym jak powinno się zachowac w takiej sytuacji. Na pewno błędem jest szerokie otwieranie przestrzeni, w której się pali (komory silnika, bagażnika). Strażacy mówią, żeby uchylić lekko np. pokrywę silnika i gasić przez szparę. Na pewno szanse na ugaszenie są większe.
    Może wielu z nas doskonale o tym wie, ale pisząc to myślę, że jeśli powtórzy się to kilka razy to w razie pożaru silnika nie stracimy zimnej krwi jak kierowca hondy.


Log in to reply