"Podwójne życie mechanika" - bardzo ciekawy artykuł


  • Admin

    Jakiś czas temu czytałem w gazecie całkiem ciekawy artykuł. Przypadek Volcana skłonił mnie do poszukania go w sieci - udało się. Polecam lekturę wszystkim zmotoryzowanym.
    Ciekawe, czy uchowały się jeszcze gdzieś warsztaty z prawdziwego zdarzenia, gdzie liczy się fachowość i poważne podejście do klienta, a nie tylko i wyłącznie do jego pieniędzy i stanu posiadania? <img src="/images/graemlins/hmm.gif" alt="" />

    Żródło: "Gazeta Pomorska", 5 marca 2009 r.
    http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090305/INNEMIASTA02/808358581

    Podwójne życie mechanika - przeczytaj zanim wejdziesz do samochodowego warsztatu!

    Adam Willma

    Odstawiłeś samochód do mechanika? Kierowcy z Brodnicy już wiedzą, że może to oznaczać dopiero początek kłopotów.
    Oszustwa i kradzieże części w warsztatach naprawczych rzadko stają się przedmiotem śledztwa, a jeszcze rzadziej zapadają wyroki skazujące. Choć trudno o dane statystyczne, to zważywszy na liczbę skarg docierających do specjalistycznych czasopism i portali internetowych, nie jest to zjawisko marginalne.

    Drugie życie silnika
    Przedsiębiorca z Warszawy pojechał na przegląd swoim fordem. Samochód odebrał umyty i pachnący, a jednak zaniepokoił go dziwny odgłos przy hamowaniu. Po sprawdzeniu okazało się, że zużyły się wymienione krótko przed przeglądem klocki hamulcowe. Rozwścieczony biznesmen nie pojechał na policję, ale zrezygnował z usług stacji, która do tej pory serwisowała kilkanaście służbowych aut jego firmy.
    Inny kierowca ze stolicy po stłuczce oddał samochód do renomowanego zakładu lakierniczego. Bez problemu dostał zastępcze auto, ale gdy pojawił się po odbiór własnego samochodu, nabrał podejrzeń. Pokrywa silnika różniła się od tej, którą zapamiętał klient. Na szczęście w PZU zachowały się zdjęcia oryginalnego silnika. Wówczas wyszło na jaw, że nie tylko silnik, ale i obudowa rozrządu przeszła niewytłumaczalne przeobrażenie.

    Właściciel niewielkiej firmy z Brodnicy dopiero kilka dni po wizycie w autoryzowanej stacji obsługi zwrócił uwagę, że przestał działać korektor świateł. Jego podejrzenia wzbudziły ślady pozostawione na reflektorze: - Nie miałem całkowitej pewności, więc machnąłem ręką. Tak się jednak złożyło, że po pewnym czasie zatrudniłem chłopaka pracującego wcześniej w ASO. Zagadnąłem go w sprawie lampy, a ten przyznał, że był świadkiem podmianki mojego reflektora!

    Ósemka w kapciach
    Klient ASO z Piły był zdumiony, gdy mechanik zaproponował mu "wypożyczenie" części z auta innego klienta (w którym naprawiano blacharkę) do czasu sprowadzenia nowej. Żeby było sprawiedliwie, po zainstalowaniu nowego zamiennika, zwrócił uwagę, że pod maską ma... cudzy akumulator.
    Właścicielka skody felicji zapłaciła 300 zł za wymianę łożyska. Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów znowu jednak pojawił się znany odgłos. Kolejny mechanik postawił identyczną diagnozę i na dowód przedstawił... zupełnie zużyte łożysko.

    Emerytka z Trójmiasta wyjechała po naprawie skrzyni biegów z podmienionymi oponami. Jej mąż zapewne nie dostrzegłby oszustwa, gdyby nie brak oznaczeń naniesionych podczas wymiany kół na zimowe. Właściciel warsztatu przeprosił tłumacząc się pomyłką:

    • Bez szemrania założyli nowe opony - zaznacza Jerzy Lekner, właściciel octavii. - Co ciekawe, na przednich błotnikach pozostały ślady gumy. Prawdopodobnie ktoś kręcił sobie "ósemki" moim autem i zniszczył "kapcie".

    Klientowi łyso
    Szczytem bezczelności wykazali się pracownicy jednego z dużych warsztatów na Śląsku. Po przeglądzie właściciel volkswagena zauważył, że nigdy nie używana opona koła zapasowego jest niemal łysa. O sprawie powiadomił natychmiast policję, która odnalazła w warsztacie oryginał. Sprawę jednak umorzono, ponieważ prokuraturze nie udało się ustalić, który z pracowników dopuścił się oszustwa.
    Piotr Szypulski z tygodnika Auto Świat uważa że największa fala "podmianek" jest już za nami: - Jeszcze kilka lat temu, zwłaszcza w autoryzowanych serwisach, było to rzeczywiście częste zjawisko, bo i cena części była wyższa. Od kiedy upowszechniły się tanie zamienniki, zdarza się to rzadziej.

    Nie znaczy to jednak, że nieuczciwi mechanicy weszli nagle na drogę cnoty. Aktualnym przebojem są katalizatory. Za naszpikowany cennymi metalami wkład ceramiczny można zainkasować od 200 do 500 zł.

    Złodzieje muszą jednak wejść w spółkę z warsztatami, bo uzyskanie drogocennej stłuczki nie jest proste - wymaga czasu i narzędzi. W ostatnich latach z różnych miejsc w kraju dochodziły sygnały o kradzieżach ceramicznego wkładu z katalizatorów w zakładach blacharskich i lakierniczych, gdzie klienci zmuszeni byli zostawić auto na kilka dni.

    Kopalnia w wydechu

    • Często nieuczciwi mechanicy korzystali z łatwowierności klientów - podkreśla Piotr Szypulski. - Przekonywali klientów, że układ wydechowy dziwnie hałasuje. Cudownym rozwiązaniem miało być zainstalowanie, w miejsce układu z katalizatorem, zwykłego tłumika lub strumienicy. W ten sposób warsztat zarabiał nie tylko na robociźnie i częściach, ale i na "utylizacji" katalizatora.

    Zdaniem eksperta z Auto Świata duża część samochodów sprowadzanych z zagranicy jest przed sprzedażą pozbawiana katalizatorów przez importerów. Im starsze (pierwsze modele katalizatorów były mniej oszczędnymi konstrukcjami) i im większe auto, tym większy apetyt złodziei. Gang złodziei katalizatorów działający w Lubuskiem wręcz wyspecjalizował się w wycinaniu katalizatorów z busów, w których dostęp do tych urządzeń jest łatwiejszy.

    Gwoli sprawiedliwości moda na kradzieże katalizatorów to nie tylko polska specjalność. Fala kradzieży i oszustw "katalizatorowych" przetoczyła się już przez Europę zachodnią, a plagę takich przestępstw odnotowano również w USA i w Kanadzie.

    Zwykle oszukani, wyprowadzeni w pole klienci nie od razu dostrzegają różnicę w dźwięku wydechu pozbawionego katalizatora. A gdy już wyjadą z warsztatu, szansę na dowiedzenie przestępstwa mają małe.

    Jeden z nielicznych wyroków skazujących w sprawie kradzieży katalizatora zapadł w ubiegłym roku w Brodnicy. 29-letniemu mechanikowi udowodniono kradzieże czterech takich urządzeń. W miejscu wyciętych katalizatorów umieszczał metalową rurkę.

    Sprawy, w które zamieszani byli dwaj inni mechanicy, zakończyły się jednak porażką - poszkodowani (w tym policjant) nie byli w stanie udowodnić, że katalizator zniknął w warsztacie.

    Klęknij przed wyjazdem
    Prokurator Leszek Rupiński, który doprowadził do skazania złodzieja, podkreśla, że wyłącznie czujność może uratować klienta przed problemami: - Przed opuszczeniem warsztatu musimy dokładnie obejrzeć auto, dla własnego komfortu warto klęknąć i rzucić okiem na podwozie. Jeśli odjedziemy, postępowanie dowodowe będzie niezwykle trudne.

    Rozwiązaniem może być obecność klienta przy naprawie. Nie jest to jednak proste.

    • Właściciel warsztatu może przegonić nas z hali pod pretekstem braku wymaganej przepisami odzieży i przeszkolenia BHP - przyznaje Piotr Szypulski.
      Niektóre stacje naprawcze oferują klientom możliwość oglądania naprawy przez szybę, ale na 67 warsztatów skontrolowanych przez Państwową Inspekcję Handlową komfort taki oferowało ledwie 19.

    Co ciekawe, "podmianki" to specjalność nie tylko nieuczciwych mechaników, ale i... klientów. Głównym poszkodowanym są tu wypożyczalnie samochodów. Wiele z nich próbuje zabezpieczać się umieszczając w umowach zapis o konieczności zapłaty dwukrotności ceny części w razie udowodnienia podmiany.


Log in to reply